Czy duchy istnieją?

Jest to temat, który wiele osób od dawna absorbuje.  Niektóre osoby wierzą w duchy, a niektóre nie.

Moja przygoda z duchami rozpoczęła się już w dzieciństwie.

Wyjeżdżałam w wakacje na wieś do moich kochanych dziadków ze strony mamy. Dziadek oprócz tego, że był bardzo dobrym gospodarzem, to jeszcze dodatkowo był znanym w okolicy znachorem. Babcia była wspaniałą, pracowitą  gospodynią i ciepłą, przyjazną, kochającą i wspierającą kobietą.

Moich dziadków wspominam jako piękny wzorzec małżeństwa, partnerstwa, kobiety i mężczyzny.

Babcia była osobą, która lubiła opowiadać różne niewiarygodne rzeczy, które działy się na wsi, a ja wszędzie za nią chodziłam i z jednej strony się bałam, a z drugiej chłonęłam te historie.

Opowiadała o strzydze, która w nocy przychodziła do konia i wiązała mu ogon w supeł, a potem koń był nerwowy, męczył się i w końcu zdechł.

 O czarownicy z sąsiedniej wsi, która rzucała uroki i jak jedna sąsiadka weszła jej w drogę, to rzuciła przekleństwo na jej krowę i ta krowa przestała dawać mleko.

O zmorze, która przychodziła co noc do jednego z sąsiadów, siadała mu na klatkę piersiową i dusiła.

O sąsiedzie, który zmarł, a za życia był winien pieniądze Ziutkowi i jak po śmierci przychodził potem do tego Ziutka i męczył go co noc, bo sumienie go dręczyło za te długi.

O dziadku, który pewnej sobotniej nocy wracał z knajpy i widział kręcący się i goniący go snop siana, który przenikał przez płoty, jakby ich nie było, a w tym snopie razem z sianem kręcił się demon.

Wiele było tych opowieści, a to tylko nieliczne z nich.

Ja potem w nocy bałam się . Kiedy już wszyscy spali słyszałam pisk  otwierających się drzwi,  skrzypienie podłogi i czyjeś zbliżające się w ciemności kroki. Byłam pewna, że to błąka się duch tego sąsiada, co to przychodził do Ziutka.

Potem słyszałam jakieś świsty i ocieranie się czegoś o ściany. Pewnie to ta zmora, co dusi – myślałam i z przerażenia chowałam głowę pod pierzynę, nie mogąc do rana zasnąć.

Natomiast drugi już bardzo realny kontakt z duchem osoby zmarłej miałam, kiedy odeszła moja druga babcia.  

Mieszkaliśmy w jednym domu z dziadkami ze strony taty. Miałam sześć lat, kiedy zmarła babcia. To był mój pierwszy bardziej bezpośredni kontakt ze śmiercią. Pamiętam, jak sąsiadka ubierała babcię do trumny. Jak babcia nie chciała się ubrać. Wtedy sąsiadka miło, ciepło babcię poprosiła i sztywność rąk znikła nagle i wtedy swobodnie mogła naciągnąć rękawy sukienki.

Ja stałam w drzwiach i przyglądałam się temu wszystkiemu, Kiedy sąsiadka ubierając babcię przekręcała ją z boku na bok, ona jęknęła. Ja później całe niemal moje życie zastanawiałam się nad tym, gdyż obawiałam się, że kiedy babcię chowano, to ona jeszcze mogła żyć.

W niedługi czas po tym, weszłam po coś do pokoju dziadków i zobaczyłam babcię, jak siedziała pod stołem chowając się przed czymś. Widziałam ją tak realnie, jak widziałam matkę i ojca. Wystraszona wybiegłam chowając się w fartuch mamy, ale ona mi nie uwierzyła i zbagatelizowała, mówiąc, że mi się wydawało.

Później słyszałam kroki wokół domu, pukanie do drzwi, którego nikt oprócz mnie nie słyszał i cienie duchów przesuwające się po ścianach.

Będąc w tych doświadczeniach, czy tego chciałam, czy nie, musiałam uwierzyć, że duchy istnieją.

Później, kiedy już byłam dorosła, po śmierci dziadka, wróciłam z powrotem do tego samego domu, w którym w dzieciństwie się wychowywałam. Z początku było nawet spokojnie, a później co noc słyszałam dziadka, który chodził po kuchni, otwierał szafki i przestawiał garnki. Jak by tego było mało to jeszcze w różnych momentach gasił i zapalał światło.

Chodzenie po nocy i szafki mogłam darować, ale sytuacje ze światłem mocno denerwowały, więc w  końcu zebrałam się i poszłam na cmentarz rozmówić się z dziadkiem. Kiedy mu wytłumaczyłam, żeby tego nie robił i poprosiłam, aby zostawił nas w spokoju, od tamtej pory już ani razu go nie słyszałam.

Później jakiś czas mieszkałam w innym domu. To był dom, w którym kiedyś zmarł starszy pan. Miałam wtedy bardzo trudny okres w życiu i ciągle mogły się wydarzyć jakieś niemiłe historie.

Kiedyś jak pierwszy raz zobaczyłam w kuchni wszystkie drzwiczki górnych szafek pootwierane, myślałam, że sama je zapomniałam zamknąć. Sytuacje jednak zaczęły się powtarzać. Wtedy pokojarzyłam sobie różne rzeczy i zrozumiałam, że to ten starszy pan otwiera te szafki, chcąc mnie przed czymś przestrzec. Tak rzeczywiście było. Kiedy szafki były otwarte, działy się złe rzeczy. Kiedy były zamknięte, nic się niepokojącego nie działo. Kiedyś też mój młodszy syn- wtedy dwu latek , widział tego pana,  patrzył się w górę i wołał dziadzia.   

Wcześniej jeszcze, kiedy się urodził, przychodziły do niego duszki i grały mu na pozytywce. Jak był trochę starszy i już umiał mówić, siedział strzelając oczami na lewo i prawo patrząc w górę i zaśmiewając się do łez. Mówił, że duszki latają, świecą mu światełkami i rozśmieszają.

Wszelkie zabawki nakręcane: roboty, samochody nagle w nocy nakręcały się same, chodziły i jeździły.  Duszki upodobały sobie helikopter, który kręcił śmigłami i świecił światłami i włączały go zawsze wtedy, kiedy syn już zasnął. One go włączały, a ja go wyłączałam i tak drażniły się ze mną aż dotąd, aż wpadłam na pomysł, aby wyjąć baterie.

Kiedy znowu przeprowadziłam się z powrotem do domu dziadków, w którym się wychowałam wzięłam się za generalny remont, który w ogóle się nie posuwał. Ekipy się zmieniały, koszty rosły, a dom zamieniał się w ruinę. Coś było nie tak. Okazało się, że w międzyczasie dom zamieszkała cała gromada duchów i teraz nie chciały się wyprowadzić i robiły wszystko, abym nie mogła tam mieszkać. Z pomocą koleżanki część duchów odprowadziłyśmy, a części się pozbyłyśmy. Jednak pomimo tego duchy ciągle wracały. Nie spałam po nocach pilnując, aby nie weszły do domu. Pomyślałam, że tak nie może być, że to się nigdy nie skończy. Poprosiłam dziadka, aby przyszedł przypilnować domu, aby te duchy nie mogły wchodzić i abym mogła dokończyć remont.

Dziadek mnie wysłuchał i przyszedł. Słyszałam, co noc jego kroki wokół domu, jak pilnował gospodarstwa. Wtedy też mój syn nie wiedząc o tym widział dziadka, jak stał przy ogrodzeniu i mu się przyglądał. Dziadek nie znał go, gdyż zmarł, zanim on się urodził. Syn opisał go  dokładnie i wtedy musiałam wytłumaczyć mu, że on po prostu widzi zmarłych.

Od tamtej pory nikt nie wchodził do domu i prace posuwały się do przodu aż do szczęśliwego zakończenia.

Wtedy podziękowałam dziadkowi i poprosiłam aby odszedł tam, gdzie teraz mieszka.

Kiedyś obudziłam się w nocy i usłyszałam, że ktoś, coś ciężkiego chodzi po dachu a potem jak skacze z dachu na ziemię.

Wyjrzałam przez okno, ale już nikogo nie zobaczyłam, więc wyszłam przed dom, aby to sprawdzić. Była zima i właśnie świeżo napadał śnieg. Na śniegu widoczne były olbrzymie ślady stóp w ogóle niepodobnych ani do stóp człowieka, ani do żadnego zwierzęcia. Prowadziły od domu do ogrodzenia.  Jedynie z czym mogłam je skojarzyć to tylko z Yeti.

To tylko kilka historii z wielu. Praktycznie od dziecka, przez całe swoje życie miałam do czynienia z duchami i z innymi niewytłumaczalnymi zjawiskami. Walczyłam z nimi. Przeciwstawiałam się. Chroniłam siebie i swoich bliskich.

Pomagałam także innym ludziom, którzy byli w podobnych sytuacjach, bali się tego, nie rozumieli, męczyli się i sami nie mogli sobie poradzić. Miałam dużo osobistego doświadczenia i wiedzę na ten temat, więc to, co robiłam dawało pozytywne rezultaty. Z biegiem czasu stałam się w tej dziedzinie autorytetem.

Przez ostatnie lata wiele nocy nie przespałam pilnując duchów, które na siłę pchały się do domu  przez okna i drzwi i męczyły. Wyszarpywały energię i atakowały. Kiedy tylko zasypiałam, wychodziłam z ciała  i widziałam ich, jak wchodzą, wtedy walczyłam, biłam się i szarpałam z nimi. Kiedy pilnowałam i nie spałam, wtedy wiedziały i tylko czaiły się na zewnątrz, ale nie wchodziły.

W końcu, jeśli już zdarzało mi się przysnąć, starałam się siłą woli czuwać nawet przez sen. Niekiedy udawało mi się wychwycić, jak się zbliżały. Wtedy natychmiast otwierałam oczy a one uciekały. Robiły mi też różne numery w ciągu dnia. Blokowały telefon, aby nikt nie zadzwonił. Powodowały problemy komuś, aby do mnie nie dojechał. Zabierały różne rzeczy, gubiły je i niszczyły. Powodowały też nagłe i niewytłumaczalne straty finansowe i szereg różnych innych rzeczy, które sprawiały, że normalne życie stało się  niemożliwe.  Później ściągnęły także demonów, które z rozpędu, z ogromną siłą przelatywały przez moje ciało, rozbijając je na kawałki.

Byłam straszliwie wycieńczona tą ciągłą walką, udręczona i cierpiąca, ale wiedziałam, ze nie mogę  się poddać, bo mnie, albo kogoś z bliskich porwą w czarny astral, albo zrobią jeszcze coś gorszego., gdzie już wcześniej powodowały wypadki, z których ledwo wychodziło się z życiem. Szczególnie bałam się o  rodzinę.

Marzyłam o tym, aby choć jedną noc spokojnie i bezpiecznie się wyspać, wstać w pełni sił i energii, zająć się domem, sprzątaniem gotowaniem, pracą itd., takim normalnym, zwyczajnym życiem.  

Trwało to już byt długo. i nie wiedziałam, kiedy się skończy. Aż tu nagle, nieoczekiwanie skontaktował się ze mną mój Opiekun Duchowy i powiedział:

„ Tereniu nikt Cię nie atakuje. Jesteś bezpieczna.

Ty sama się nękasz. To Twój umysł robi.”

W ogóle nie przychodziło mi do głowy, aby Jego słowa negować, ale nie mogłam w to uwierzyć.

Jak to jest możliwe? – myślałam. Czy On nie wie, w jakiej jestem udręce i w jakiej sytuacji? Przecież to nie jest w mojej wyobraźni, tylko fizycznie, realnie w tym jestem; widzę, słyszę, cierpię i doświadczam.

  Przypominałam sobie różne historie ze swojego życia, niektóre z nich tu  opisałam, analizowałam je i dalej wydawało mi się to niemożliwe. Nadal nie mogłam uwierzyć.

Ciągle zadawałam sobie pytanie, jak to jest możliwe? Czy to naprawdę robi mój umysł? Przecież te wszystkie rzeczy, które się wydarzały były takie realne, rzeczywiste. 

Minęło już parę miesięcy, odkąd po raz pierwszy skontaktował się ze mną mój Opiekun. Prze ten cały czas był bardzo cierpliwy. Strofował mnie, kiedy znowu popełniałam błędy. Naprowadzał na właściwą drogę, kiedy zbaczałam, wspierał. 

W tym czasie niekiedy wydawało mi się, że jestem w jakimś matrixie. Świat, w którym do tej pory funkcjonowałam – runął.  Nie wiedziałam, co jest prawdą, a co nie. Nie było niczego z mojego dotychczasowego życia,  na czym mogłabym się oprzeć. Utraciłam wiarę we własne przekonania. 

Teraz już wiem, że mój kochany Opiekun miał rację. Ten proces, przez który przeszłam był głębokim procesem transformacji.Spokojnie, bezpiecznie śpię. Nic mnie nie nęka. Jest jeszcze więcej siły, energii, zrozumienia  i radości życia. Takie normalne, zwyczajne życie, takie szczęśliwe życie, o którym marzyłam stało się dostępne.

Nie ma żadnych duchów, demonów i innych bytów.  Jesteśmy całkowicie bezpieczni. Świat duchowy jest bezpieczny i piękny.  Mamy kochających i wspierających nas Opiekunów Duchowych( patrz artykuł – Rozwój Duchowy – Opiekun Duchowy).

Zostałam także poinformowana, że osoby, które przechodzą na tamten świat mają całkowity zakaz komunikowania się z nami tutaj żyjącymi i że wszyscy odchodzą i nikt na ziemi się nie błąka.  

To wszystko w czym jesteśmy robi nasz własny umysł. To on projektuje różne rzeczy i kreuje naszą rzeczywistość. To czego się boimy lub w co wierzymy, potrafi zmaterializować.

Zastanawiałam się i doszłam do wniosku, że mój umysł otworzył się na tę sferę już wtedy w  dzieciństwie. Właśnie tam u dziadków na wsi. Padło na podatny grunt i później w coraz szybszym tempie umysł zaczął przetwarzać te informacje, aż w końcu ten świat – świat duchów i magii  stał się dla mnie rzeczywisty

Wiara w duchy i magię została zbudowana w ludzkich umysłach przez wiele pokoleń. Jeśli w to wierzymy, tak się dzieje.

Nikt nas nie zaatakuje ze świata duchowego, gdyż żadnych niebezpieczeństw tam nie ma. Lecz gdy zaczniemy się bać i wierzyć w te rzeczy nasz umysł nam to zmaterializuje.

Czarna magia, uroki, przekleństwa także działają tylko wtedy, jeśli się w nie wierzy.    

W tym momencie warto zastanowić się nad siłą ludzkiego umysłu. Jeśli jest w stanie zmaterializować różne negatywne rzeczy i zadręczać człowieka, to jest także w stanie zmaterializować rzeczy pozytywne.

Zatem myślę, że warto nad nim zapanować, po to, aby żyć w miłości i pokoju,  aby kreować swoje życie zgodnie ze swoją wolą, cieszyć się życiem i smakować go.

Wszędzie tam, gdzie jest lęk, gdzie nasza wiara w różne zabobony powoduje jeszcze większy lęk – panuje ciemność, a to sprawia, że odgradza nas od Boga.

Tam gdzie jest miłość, spokój, piękno, radość – tam jest bezpieczeństwo, jasność i światło i to jest jedyna, właściwa droga do Boga.