SARA

Tej wiosny zima trzymała dość długo.  W taki właśnie dzień, gdzie na zewnątrz padał śnieg zadzwoniła do mnie Sara -kobieta około pięćdziesiątki, mieszkająca  obecnie w Australii. Wydawało się – zupełnie normalny dzień i zupełnie normalna kobieta,  ale rzeczy, które się później wydarzyły, przekroczyły moje wyobrażenia i bardzo zaskoczyły.

Niby nic takiego – zamówiła horoskop radix – przekrojowy na cale życie. Mówiła, że jest Polką, ma męża, z którym jest w długim związku. Mają dwóch , już dorastających synów. Od paru lat mieszka z rodziną w Australii, do której przeprowadziła się z Izraela.  Tak ogólnie, to właściwie wszystko toczy się w jej życiu w miarę dobrze. Ma jednak poważny problem uczuciowy.  Wydaje się, że męża nigdy nie kochała, wydaje jej się także, że on ją także nie kocha. Mówi, że jest z nim wyłącznie dla dzieci.

Pojawił się w jej życiu nowy mężczyzna, który zaczął ją adorować i rozbudził jej zmysły. Chciała wiedzieć, czy ten związek ma jakąś szansę i jak się poza tym ułoży jej w życiu.

W trakcie rozmowy telefonicznej odebrałam bardzo sympatyczną, niezwykle skromną i pokorną kobietę, której uczucia są w rozsypce i która bardzo cierpi emocjonalnie, ale nie od wczoraj, tylko od bardzo dawna. Odebrałam ją tak, jakby miała na swoim sercu i duszy bardzo głęboką i nigdy nie gojącą się ranę.

Kiedy analizowałam  horoskop zobaczyłam jej związek małżeński w dobrym świetle, męża który się stara, jak może, dobrą rodzinę, ale zobaczyłam także barierę między nimi. Widziałam, że jak Sara nie przejdzie tej bariery, to może cierpieć z powodu niespełnionych uczuć całe życie i nigdy nie móc zobaczyć swojego męża w dobrym świetle.  Ten nowy mężczyzna pokazał się jako jej iluzja niespełnionych marzeń. Odradzałam wejścia w ten związek, aby nie spowodowała sobie jeszcze większych kłopotów i następnego cierpienia poprzez rozczarowanie.

Kiedy już kończyłam horoskop zobaczyłam, co mnie bardzo zaskoczyło, że jej problem  uczuciowy związany z głębokim cierpieniem , poczuciem krzywdy, odrzucenia i samotności wiąże się z jej przeszłością karmiczną. W którymś swoim poprzednim wcieleniu żyła w czasach Jezusa i była młodą kobietą, która się w Jezusie zakochała jak kobieta w mężczyźnie. Zobaczyłam, że Jezus ją odrzucił i ona od tamtej pory nosi w sobie ten okropny, nieuleczony cierń.  To, że teraz nie może zakochać się ponownie jest związane z tamtym odrzuceniem i z tamtą sytuacją.

Kiedy te informacje wypłynęły na powierzchnię zastanawiałam się jak jej to powiedzieć, ale stwierdziłam, że nie jest przygotowana na takie informacje.  Więc w treści podałam tylko, że nie jest to dziwne, że teraz w tym życiu pociągnęło ją do Izraela, dlatego że we wcześniejszym swoim wcieleniu była Żydówką i  mieszkała w Izraelu w tych czasach, kiedy żył Jezus. Nic więcej na ten temat nie powiedziałam, ale zasugerowałam, że przydałby się jej regres hipnotyczny, aby cofnąć się wstecz i odblokować  jej uczucia, aby mogła kochać i być szczęśliwa.

Był to piątek po południu, kiedy poinformowałam ją smsem, że horoskop już został wysłany pocztą mailową.  Odpisała mi, że i tak przeczyta go dopiero jutro wieczorem, bo ma szabat.

Wtedy zrozumiałam , że teraz też jest Żydówką i jak głęboko jest w swojej wierze. Zaczęłam szukać więcej informacji na ten temat, aby ją bardziej zrozumieć.  Między innymi znalazłam informację, że jej wiara neguje Jezusa jako  Mesjasza i jej wyznawcy nadal czekają na przyjście na świat Zbawiciela.

Zastanawiałam się nad jej bardzo skomplikowaną sytuacją. Z jednej strony jej przeszłość, która mówi o wielkim uczuciu do Jezusa, gdzie teraz w tym życiu całkowicie się go wypiera.

Byłam ciekawa na jej reakcję, ale to wszystko, co jej napisałam przyjęła ze spokojem.  Wątek o czasach Jezusa był dla niej nieistotny. Potraktowała to jako nieważną informację, ale zgodziła się z moimi sugestiami dotyczącymi regresu. Właśnie przylatywała do Polski, więc umówiłyśmy się na sesję.

Nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa, co nam wyjdzie. Czy faktycznie cofnie się w swoją wcześniejszą inkarnację, czy też zatrzyma się na jakichś wcześniejszych  lub późniejszych wydarzeniach?

Kiedy  się spotkałyśmy , od razu poczułam do niej dużą sympatię. Była to ładna, niezwykle delikatna i subtelna, a jednocześnie silna charakterem kobieta.

Kiedy wprowadziłam ją w trans i poprosiłam, aby cofnęła się w czasie i znalazła przyczynę swoich problemów uczuciowych, niezależnie od tego, gdzie ona się znajduje i ku mojemu dużemu zaskoczeniu weszła od razu w czas około trzydziestu lat naszej ery i znalazła się w Izraelu.

Opisała siebie jako młodą, piękną kobietę w wieku dwudziestu paru lat i zaczęła głęboko szlochać. Płacz był tak silny, że kiedy zadawałam jej następne pytania , nie mogła na nie odpowiedzieć.

W końcu odpowiedziała mi, że płacze, bo mężczyzna, którego kochała nad życie, ją odrzucił.

Prosiłam, aby coś o nim opowiedziała.

Mówiła, że jest pięknym przystojnym mężczyzną, że jest starszy do niej, że w tym czasie, który jej się przypomniał miał około trzydziestu lat.  Opowiadała, że on nie był nią zainteresowany, ale także nie był zainteresowany żadnymi innymi kobietami.

Ona zebrała się na odwagę i rozmawiała z nim i wyznała mu swoją miłość, mając nadzieję, że będą  mogli żyć jak mąż i żona.  On odpowiedział jej, że nie może być z nią i nie może pokochać jej jak kobietę , że kocha ją jak innych ludzi, i że to wszystko związane jest z Jego misją tu na Ziemi.

Ona tego wtedy nie rozumiała i nie chciała tego słuchać. Czuła się odrzucona i bardzo cierpiała.  Jednak nie ustępowała. On był nauczycielem. Podróżował i nauczał ludzi, a ona zawsze podążała za nim i była w Jego pobliżu, licząc na to, że kiedyś zmieni zdanie.  Tak trwało to do dnia, kiedy nagle się wszystko urwało i tak jak powiedziała – nie było już żadnej nadziei i zostało tylko okropne cierpienie.

Kiedy zapytałam się, dlaczego już nie było nadziei, powiedziała, że on zginął, że został powieszony na krzyżu.  Na pytanie, czy była przy Jego śmierci odpowiedziała, że nie i że wie o tym, bo dowiedziała się od przyjaciół.

Poczułam, że jest to już dobry moment, aby do końca się z tym skonfrontowała i poprosiłam, aby wypowiedziała Jego imię.  Męczyła się, szlochała, widać było jak bardzo cierpi, ale powiedzieć imienia nie chciała. Dopiero na moje sugestie, że nigdy się od tego nie uwolni, jeśli w pełni się z tym nie zmierzy, powiedziała:

Miał na imię Joszua.

Zdawałam sobie sprawę, jak trudne dla niej było zmierzenie się z prawdą, tym bardziej, że w tym życiu całkowicie wypierała Jezusa.

Później oczyściła swoją przestrzeń, uleczyła rany  i poleciała do Australii jako nowa, radosna, gotowa na nowe uczucie kobieta.

Jak to dziwnie wszystko się toczy. Jeszcze niedawno pisałam horoskop Jezusa i  opowiadałam o różnych osobach, które są z Nim powiązani inkarnacyjnie i są Polakami  i żyją w obecnych czasach.

Nadal zadaję sobie to pytanie, czemu wszyscy w tym wcieleniu są Polakami? Czy jest to przypadek? Sądzę, że raczej nie, że ma to jednak głęboki sens.  Mam wrażenie, jakby oczyszczała się przestrzeń tamtych czasów.  Spotykam coraz to nowe osoby, które były z Nim w jakiś sposób powiązane.  Czy jest to droga? Czy są to ślady, po których trzeba kroczyć? Niezależnie od wszystkiego napawają nadzieją, że jest to bardzo możliwe, że Jezus jest wśród nas i tylko czeka na odpowiedni moment, aby obdarzyć nas swoim ciepłem, miłością, mądrością i pomóc naprawić to, co zniszczyło się i wypaczyło przez wiele pokoleń.