Dlaczego nie idzie mi biznes?

Zadzwonił do mnie  Piotr, który od zeszłego roku zaangażował się w nowy biznes.

– Co się dzieje, czy ktoś mnie przeklął? Nic mi się nie udaje. W zeszłym roku byłem zmuszony zamknąć jedną firmę. Wyszedłem z niej z dużymi długami. Zaangażowałem się w drugą,
zainwestowałem dużo pieniędzy w oryginalny sprzęt pływający. Sezon się zbliża, a sprzedałem tylko 6 sztuk. Teraz jak zaczarowane wszystko stoi. W międzyczasie miałem sprawy sądowe. Oskarżyli mnie o przekręty.  Z nich jakoś się wykaraskałem, ale było dużo nerwów.  Przyznali mi dofinansowanie z funduszy unijnych. Występowałem o 600 tys. , przyznali mi 300 tys. zł. Pieniądze mi są potrzebne, a oni nie wypłacają, tylko ciągle odwlekają. Wszedłem we współpracę z firmą pośredniczącą, aby pomogła mi wejść z produktem na rynek rosyjski, a tu kompletnie się nic nie dzieje.  Czy otaczam się jakimiś złymi ludźmi, czy ktoś rzucił na mnie magię? Co jest nie tak, że mi nic nie wychodzi? Czuję się już w tym wszystkim bezsilny.

Telefon Piotra przypomniał mi pewną sytuację z przeszłości, która wydała mi się podobna. Przychodził do mnie na konsultacje Darek, który prowadził dość duże przedsiębiorstwo produkcyjne. W pewnym momencie zaczęły się kłopoty. Brak zleceń, następnie problemy w przepływie pieniędzy, później doszły trudności z wypłatą należności pracownikom, zaleganie z podatkami, z płatnościami do ZUS-u itd.

Jak zaczęły się problemy finansowe, Darek nie spał po nocach, denerwował się i stresował, ciągle myślał, jak zaradzić sytuacji. Bał się, że wszystko mu się zawali, więc od świtu do ciemnej nocy przebywał w firmie, gdzie tam starał się sam wszystko kontrolować i dopilnować i dodatkowo mocno stresował pracowników.

Kiedy wejrzałam w tą sytuację, zobaczyłam, że Darek coraz bardziej wkręca się w problemy z powodu stresu i ciągłej koncentracji na kłopotach.

Zaproponowałam, żeby po prostu gdzieś na jakiś czas wyjechał, zrelaksował się, oderwał się od firmy i problemów, gdyż ciągła koncentracja na firmie powodowała, że coraz bardziej zacieśniał sobie przestrzeń w przepływie energii.

Nie mógł pojąć tego, co do niego mówię. Wtedy do niego nic nie trafiało. Przychodził do mnie   co jakiś czas. Ja nie widziałam żadnej innej przyczyny jego problemów i ciągle powtarzałam to samo. Natomiast jego jedyną odpowiedzią, zawsze taką samą było to:

– Przecież jak ja chociaż na trochę zostawię tę firmę , to się tam wszystko zawali.

Nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie dzięki takiej jego postawie, jego firma się waliła.

 Często problemy finansowe są motorem nakręcających się myśli i lęku. Człowiek funkcjonuje w wielkim napięciu i stara się coraz bardziej wybrnąć z kłopotów. Nie śpi po nocach i cały czas myśli o problemach, a sytuacja coraz bardziej wciąga i  jest coraz gorzej.

Wtedy przychodzi taki moment, że człowiek mówi:

– Topię się.

W końcu Darek doszedł do tej chwili, kiedy powiedział:

– Topię się i już zupełnie nie wiem co mam robić. Muszę zwolnić pracowników i szybko zredukować koszty. Boję się, że nie utrzymam firmy.

Proszę sobie wyobrazić taką prawdziwą sytuację, kiedy wir rzeki kogoś wciąga  i  ta osoba wpada w panikę i zaczyna rzucać się w rzece, walić rękami na lewo i na prawo, aby utrzymać się na powierzchni. Kiedy tak stara się w rozpaczy , aby nie utonąć, wir wciąga coraz bardziej i dalej na dno.

Jedynym wyjściem z takiej sytuacji jest poddać się i pozwolić, aby wir wciągnął na dno, wtedy schodzi się na dno, ale jednocześnie wir sam i tak w końcu wyrzuca na powierzchnię.

Dokładnie to samo dzieje się w opisywanej przeze mnie sytuacji Darka. On nie mógł pogodzić się i chociaż na chwilę odpuścić. Walił rękami na lewo i prawo, będąc w coraz większym lęku i czując, że się pogrąża, a wir wciągał w dół.  Dlatego w końcu przyszło odczucie – topię się.

Kiedy przyszedł po poradę już w tak kryzysowej dla siebie sytuacji, przymuszony do zwolnień pracowników, ja powiedziałam mu dokładnie to samo, co wcześniej.

–  Proszę zostawić tę firmę, wyjechać gdzieś na jakieś dwa tygodnie, zabawić się, nie myśleć, zapomnieć, że ma pan firmę.  Musi się pan zresetować. Wtedy wszystko dojdzie do normy.

– Jak ja mam zostawić swoją firmę?  Przecież się wszystko zawali. –  znowu powtórzył to samo. Nic innego do niego nie docierało.

Później jakiś dłuższy czas nie kontaktował się ze mną. Zaczęłam się zastanawiać, co się dzieje, ze względu na to, że wcześniej sukcesywnie się pokazywał.

W końcu zadzwonił i umówił się na spotkanie. Kiedy rozłożyłam karty – otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.

– A co się stało, że nagle firma pana tak dobrze zaczęła prosperować? – zapytałam.

Darek zaczął mi opowiadać, że niedługo potem, jak się ostatnio widzieliśmy jego dobry kolega zaproponował mu wyjazd za granicę. Wyjeżdżali grupą znajomych. Wcześniej pewnie by odmówił, ale wtedy już tak bardzo miał wszystkiego dość, że się zgodził i zabrał się razem z nimi. Dwa tygodnie nie było go w kraju. Miał dobre towarzystwo, które wciągnęło go w wir różnych wydarzeń. Nie miał czasu, aby myśleć, niebywałe, ale całkowicie zapomniał o firmie i przez ten czas ani razu nie zadzwonił i nie odebrał żadnego telefonu ze swojego biura.

Z zaangażowaniem opowiadał o przeżytych przygodach. Był radosny i odprężony.

– Jak po tych dwóch tygodniach wróciłem do firmy, to byłem w szoku. Na biurku leżało mnóstwo nowych zleceń. Teraz mam inny problem. Czy mam znowu przyjąć pracowników i rozwijać firmę? Jednak boję się, bo jak znowu mi nie wyjdzie, to będę musiał zwalniać ludzi, a nie chcę już przez to przechodzić. Czy lepiej oddać zlecenia innym firmom i nie zawracać sobie tym głowy?

  Popatrzyłam na niego z uwagą  i zobaczyłam, że Darek już wie, jak trzeba prowadzić swoją firmę. Od ostatniego czasu, kiedy go widziałam, wiele się zmieniło. Dlatego też powiedziałam:

– Może pan zatrudniać ludzi i rozwijać firmę. Teraz już pan wie, jak to zrobić.

Od tej pory Darek całkowicie zmienił podejście do firmy, do pracowników i do samego siebie. W swojej firmie bywał po trzy, cztery godziny dziennie. Przyjeżdżał tylko po to, aby podpisać dokumenty i rozdać zlecenia. Zaufał bardziej pracownikom i przestał ich stresować, a oni mieli więcej przestrzeni, aby się wykazać. W pracy panowała radosna, przyjazna atmosfera.

Darek miał więcej czasu dla siebie: zajął się rozwijaniem swoich zainteresowań, chodził na basen i siłownię, więcej czasu spędzał z rodziną. Od czasu do czasu wyjeżdżał z przyjaciółmi w różne ciekawe miejsca. Pozwalał sobie na spontaniczność i przygody. Robił to, co sprawiało mu przyjemność, był w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej, a firma kręciła się sama i rozwijała się doskonale.

Więc, kiedy zadzwonił Piotr i przypomniała mi się ta historia, jedyne co mu zaproponowałam to – zresetuj się.

Kiedy się intensywnie pracuje, rozwija biznes i zapomina się o odpoczynku, o zabawie i przyjemnościach, wtedy następuje obciążenie nerwowe, które powoduje wyciek sił i energii. Im mniej energii, tym mniej możliwości i zaczyna się nie wiadomo kiedy, schodzić w dół i jeśli w odpowiednim momencie nie wyrwie się z tego wiru, to później on już łapie i ściąga na dno.

Trzeba pozwolić sobie na momenty pamiętania i zapomnienia, po to, aby odciążyć umysł. Im więcej doświadcza się radości i przyjemności w życiu, tym więcej pozyskuje się energii życiowej. Im więcej energii, tym więcej osiągnięć.  Prawda? Jakie to proste?