WAMPIR

Zosia i Małgosia- moje dwie bardzo dobre znajome przyprowadziły kolegę w wieku około 40 lat z postanowieniem;

– Musisz coś z nim zrobić, odczynić , czy odczarować. Ostatnio złe rzeczy mu się dzieją. Pojawiły się problemy z pracą i finansowe. Miał wypadek, gdzie samochód poszedł do kasacji, a on ledwo wyszedł z życiem, w tydzień później spalił mu się dom. To nie jest normalne, aby w tak krótkim czasie z normalnego życia zrobił się horror.

W taki sposób wrzuciły mi do pokoju nieznajomego dla mnie mężczyznę, a same oznajmiły, że idą na kawę do pobliskiej restauracji.

Zaprosiłam go, żeby usiadł naprzeciw mnie jednocześnie żartując:

– Przyszedł pan z własnej nieprzymuszonej woli, czy koleżanki przyciągnęły pana siłą?

– Nie, nie – zaczął się bronić – przyszedłem sam, bo już zupełnie nie wiem, co mam robić ze swoim życiem  i boję się, co jeszcze nowego może mi się przydarzyć.

Popatrzyłam na niego bacznie i szkoda mi się go zrobiło . Wyglądał jak strzępek nieszczęścia.

W jego aurze dostrzegłam uczepioną do jego głowy kobietę, co niestety nic dobrego nie wróżyło.

– Jest pan w związku z kobietą – powiedziałam, starając się przekazać informacje w taki sposób, aby to dobrze zrozumiał – i jest pan bardzo zaangażowany emocjonalnie w ten związek, jest pan otwarty sercem do tej kobiety. Nie jesteście w zbyt dobrych relacjach, ale ta osoba panu pomaga i pozornie widzi pan ją dobrze. Niestety nie widzi pan, co dzieje się wewnątrz niej i w jej głowie.

Kiedy jej pan coś odmówi, kiedy coś jej się nie spodoba, kiedy nie zrobi pan tak, jak ona chce, wtedy ona bardzo się złości, na zewnątrz tego nie pokazuje, ale w środku aż się w niej gotuje. Kiedy nie robi pan tak jak ona sobie życzy, wtedy ona czuje się przez pana poszkodowana i  jest bardzo na pana zła i zaczyna bardzo intensywnie myśleć, aby stała się panu jakaś szkoda, albo żeby pan cierpiał lub zginął za ewentualne wyimaginowane szkody, które jej pan uczynił, ale pan tak naprawdę nie robi nic złego. Ona ma taką strasznie wyniszczającą siłę swojego umysłu, że jeśli w taki sposób się na panu skupi, to ma pan kłopoty, wypadki, dlatego też spalił się panu dom i to jest dopiero początek . Sytuacja będzie się jeszcze bardziej nakręcać, jeśli pan tego nie zatrzyma , będzie coraz gorzej. Jest ona potężnym wampirem. Żywi się pana krzywdą i pana nieszczęściem.    Ma na pana duży wpływ, a wszystko tylko dlatego, że jest pan do niej otwarty, jest pan zaangażowany sercem, wobec czego może robić z panem i z pana życiem, co tylko zechce, a niestety zechce robić złe rzeczy. Pozornie wygląda zupełnie normalnie i wydaje się, że związek ma normalne problemy, ale gdyby pan mógł zajrzeć do jej głowy, co tam się dzieje i jaką ma siłę niszczenia, to by się pan przeraził.

Zrobi pan, co uważa, ale powinien pan zamknąć się emocjonalnie przed tą kobietą, zakończyć jak najszybciej związek i zapomnieć całkowicie, że kiedykolwiek istniała. Kiedy ona panu całkowicie zobojętnieje, dopiero wtedy będzie pan wolny od jej wpływów.

 

Kiedy tak tłumaczyłam przestraszonemu mężczyźnie, przypomniał mi się mój dobry znajomy Janek. To było już wiele lat temu. Prowadził na podkarpaciu dużą firmę transportową, która mu bardzo dobrze prosperowała, miał dobrze ułożony dom , rodzinę, żonę, z którą miał dobre porozumienie, dwóch synów w wieku nastolatków.  Żona była wtedy w Kanadzie i tam zarabiała całkiem niezłe pieniądze. On zajmował się dziećmi, domem i firmą.  Materialnie im się powodziło i ogólnie byli raczej szczęśliwi. Z racji swojej działalności Janek dużo podróżował i dość często bywał w Warszawie, więc od czasu do czasu mogliśmy się spotkać na kawie.

Pewnego dnia dzwonek mojego telefonu nie zabrzmiał zbyt dobrze, więc z niepokojem odebrałam, myśląc, co złego kryć się może w tej informacji.  Po drugiej stronie usłyszałam Janka. Jego głos załamywał się i czułam, że jest bardzo zmęczony i niespokojny.

– Muszę się natychmiast z tobą spotkać. Potrzebuję twojej rady. Mam problemy i nie wiem, co się dzieje.

– Ok, nie ma problemu. Za godzinę będę w domu, to przyjedź.

Kiedy się rozłączyliśmy, nie schodził mi z myśli. Co takiego się stało? Znałam go od lat. Jest mocnym mężczyzną. Doskonale sobie w życiu ze wszystkim radzi.

Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, szybko podbiegłam, aby otworzyć. Po drugiej stronie za progiem stał człowiek, zniszczony, wyczerpany, wychudzony, gdyby się nie odezwał, to bym go nie poznała.

– Co się stało? – zapytałam nie kryjąc zdumienia.

Zaparzyłam rytualną kawę, usiedliśmy  w kąciku przy ulubionym stoliku, a on zaczął opowiadać.

– Od jakichś dwóch miesięcy zaczęły mi się problemy w firmie. Straciłem parę kontraktów, nie wyrabiam się z płatnościami, z podatkami, nie mam z czego zapłacić pracownikom. Taką sytuację mam po raz pierwszy w życiu.  Boję się, bo zaczynam nie panować nad sytuacją. W szybkim tempie kończą się też oszczędności, które przysyłała żona. Zaczyna się robić, jakaś studnia bez dna.

Popatrzyłam na niego bacznie i zobaczyłam w jego aurze, przyczepionego do jego głowy mężczyznę.

– Od jakiegoś, niedługiego czasu poznałeś mężczyznę – opowiadam mu, jednocześnie go dalej obserwując- on się do ciebie uczepił i on powoduje wszystkie twoje problemy. On jest wampirem. Pozornie jest niby dobrze, ale nie wiesz, co jest w nim i co jest w jego głowie, gdybyś to wiedział, to byś się przeraził. Musisz jak najszybciej wyrzucić go ze swojego życia.

–  No wiesz, masz rację, faktycznie od jakichś dwóch miesięcy poznałem mężczyznę.  Przyszedł do mnie do firmy, bo chciał się zatrudnić. Niestety na tamten moment nie miałem wolnych etatów, ale on przychodził codziennie i wykonywał różne rzeczy za darmo, był uczynny, pomagał, przywoził i zawoził chłopaków do szkoły itd. Opowiedział mi też o swoim życiu. Był chory na raka. Walczył długo z chorobą. Jest sam. Żona go zostawiła. Przecież to taki dobry i nieszczęśliwy człowiek.  

– Niestety to on jest przyczyną twoich problemów. Nie wiesz, jaki jest on naprawdę. On jest wampirem. To nie jest dobry człowiek. Nie jest takim, jakim się przedstawia. Powiedz mu, że go nie zatrudnisz, wyrzuć go ze swojej firmy i zapomnij, że w ogóle go znasz. Jeśli tego nie zrobisz, będzie jeszcze gorzej.

Tłumaczyłam i tłumaczyłam Jankowi, wydawało się, że bez końca, ale widziałam, że niewiele do niego docierało. Smutno mi było z powodu jego problemów, ale on jak zaczarowany powtarzał w kółko:

– Nie, to niemożliwe, przecież to taki dobry człowiek.

Minął miesiąc i znowu ten niepokojący dźwięk telefonu – nie lubię takich dźwięków- odebrałam z niepokojem .

– Muszę się natychmiast z tobą spotkać- usłyszałam jakby z zaświatów głos Janka.

– Ok, za pół godziny u mnie.

Odwołałam  wszystkie spotkania i czekałam.  Kiedy tym razem otworzyłam drzwi, przestraszyłam się. Przede mną stał kościotrup z zapadniętymi oczami i  czarnymi wokół nich obwódkami.

Nie dałam po sobie poznać, że jest tak źle. Zaprosiłam do środa. Zaparzyłam kawę i usiedliśmy  w zwyczajowym miejscu. Zapaliłam lampkę, bo robiło się już ciemno i to spowodowało, że zobaczyłam go bardziej szczegółowo, co mnie jeszcze bardziej przeraziło.

– Mam poważne problemy.  To, o czym mówiłem ci wcześniej, to pestka w porównaniu z tym, co jest teraz.  W firmie jest już tak źle, że wyłączyli prąd z powodu zalegania z płatnościami, zabrali mi parę samochodów, które miałem w leasingu. Trzy z nich tuz przed całkowitą spłatą. Nie mam już skąd brać pieniędzy. Coraz bardziej pogrążam się w problemach. Po nocach nie śpię, nie jem, tylko cały czas myślę, jak wybrnąć z tego wszystkiego. Co się dzieje? Przecież jeszcze nie dawno wszystko było w porządku!  

Ze zbolałym sercem patrzyłam na niego i słuchałam z uwagą. Z pięknego, rosłego, przystojnego, dobrze zbudowanego, silnego, wysportowanego mężczyzny został cień człowieka. Przede mną siedział kościotrup.

Przyjrzałam mu się uważnie i w jego aurze przy głowie ujrzałam przyczepionego do niego tego samego mężczyznę, co wcześniej.

– Nie posłuchałeś mnie – mówię przyciszonym głosem. Nie zostawiłeś tego mężczyzny, który się do ciebie przyczepił. To on powoduje twoje problemy. To przez niego tracisz siły. Przez niego wali się firma, to on spowodował wyłączenie prądu i zabranie samochodów.  Zostaw go natychmiast. Niech on się od ciebie odczepi. On jest silnym wampirem energetycznym. Pozornie wygląda dobrze. Tego nie widać. On robi wszystko, żeby ciebie na siebie otworzyć. Jest dobry, pomaga ci. Ty mu ufasz, a on wtedy ma na ciebie wpływ i ma taką siłę w głowie, że powoduje ci coraz większe zniszczenie. Zostaw go. Bardzo cię proszę.

– Co ty znowu opowiadasz!- krzyknął nie mogąc się pohamować ze zdumienia. Tak jakby to, co mówię słyszał po raz pierwszy.

– Przecież to jest taki dobry człowiek. Pomaga mi w tych trudnych chwilach. Tylko na niego mogę w pełni liczyć.

Znowu nic do niego nie docierało. Zobaczyła jeszcze większe przy nim zagrożenie i starałam się go przestrzec.

– Jeśli mi nie uwierzysz i go nie zostawisz, to on spowoduje, jeszcze większe nieszczęście. Proszę cię oprzytomnij. Widzę śmierć nad jednym z twoich synów. Ten człowiek to niesie. Zostaw go. Proszę cię.

Ale Janek jak zaczarowany, nie słuchał mnie, tylko kręcił głową i powtarzał w kółko;

– To niemożliwe. Przecież to taki dobry człowiek. To taki dobry człowiek. To taki dobry człowiek.

Ja już  nie chciałam tego słuchać. Wtedy rozstałam się z Jankiem w wielkiej bezsilności. Nie mogłam do niego dotrzeć, a przeczuwałam dalszy ciąg tej historii i byłam tym przerażona. Mogłam mieć tylko nadzieję, że jednak oprzytomnieje.

Minęły dwa tygodnie i znowu ten nieprzyjemny dźwięk telefonu.

– Potrzebuję twojej rady. Stało się nieszczęście  – usłyszałam jego bardzo podenerwowany głos.

– Nie mogę przyjechać. Wczoraj na lekcji w-fu w szkole mój starszy syn miał wypadek. Ponieważ było ciepło (  był maj ), to mieli zajęcia na boisku. Już po ćwiczeniach, zbierali się do szkoły, kiedy nagle, bez żadnej przyczyny , syn się przewrócił do tyłu i uderzył głową o leżący w pobliżu głaz. Nikt go nie popchnął. On sam się o nic nie potknął. Po prostu , jak stał , tak się w pewnej chwili przewrócił. Stracił przytomność. Karetka zabrała go na sygnale ze szkoły.

Jest w szpitalu w Krakowie. Nie odzyskuje przytomności.  – słuchając go musiałam usiąść, bo zrobiło mi się słabo. Tylko myśli kręciły się w kółko. Czemu on mnie nie słuchał? Czemu dopuścił do takiej sytuacji? Nie domyślałam się, że to jeszcze nie koniec.

– Chcemy go przewieźć do szpitala w Warszawie – mówił szybko, przerywanym i bardzo napiętym głosem.

– Ten człowiek, o którym już ci mówiłem uruchomił swoje znajomości i przez  Ministerstwo Zdrowia załatwił transport  i dogadał się ze światowej sławy profesorem, który zajmuje się takimi przypadkami i on przyjmie syna do swojego szpitala na oddział. Mają go jutro przewieść helikopterem do szpitala w Warszawie.

Jak to usłyszałam- zamarłam. Długo nie mogłam wydusić z siebie słowa.

– Pod żadnym pozorem nie rób niczego, co ten człowiek ci proponuje. Zostaw syna w tym szpitalu, w którym jest obecnie. On tu ma bardzo dobrą opiekę. Trzeba poczekać cierpliwie jeszcze kilka dni i się wybudzi ze śpiączki.

– Co ty mówisz? Syn ma szansę na dużo lepszą opiekę. Ma załatwiony transport i najlepszego w świecie profesora, a ten człowiek zaangażował się.  Tak bardzo stara się, żeby pomóc.  Tylko na niego mogę liczyć.

– Janek bardzo cię proszę nie rób tego, nie słuchaj się go. On jest wampirem. Tyle złego już ci zrobił, tyle przez niego wycierpiałeś.  Oprzytomnij , błagam cię! Posłuchaj mnie!  Jeśli to zrobisz, nie będzie już odwrotu. – prawie krzyczałam do słuchawki, mając ciągle nadzieję, że do niego dotrę.  

Jednak on jak zaczarowany powtarzał znajomy tekst.

– Co ty mówisz? To niemożliwe. Przecież to taki dobry człowiek. Taki dobry człowiek – i rozłączył się nagle, przerywając mi w pół słowa.

Zadzwonił po trzech dniach. Ten znajomy, przykry dźwięk telefonu znowu zadźwięczał w moich uszach.

– Potrzebuję twojej rady. Jest bardzo zła sytuacja – ton jego głosu zmroził mnie. To, co usłyszałam dalej, przeszło moje oczekiwania.

–  Jestem w Warszawie. Dzieją się złe rzeczy. Przewieźliśmy syna helikopterem, dlatego żeby było szybko i delikatnie ze względu na uraz głowy. Kiedy wylądowali przed szpitalem, sanitariusze wyjmując syna z helikoptera, zrzucili go na beton. Został położony na oddział u profesora. Tam zainfekowali mu jakąś bakterię. Całą noc sączyła mu się ropa z mózgu. Teraz leży na ojomie w izolatce, podtrzymywany przy życiu przez aparaturę. Lekarze nie dają mu żadnych szans. Powiedzieli, że mózg mu całkowicie wypłynął i on nie ma szans na normalne życie. Chcą, żebym podjął decyzję o odłączeniu od aparatury, ale jak to zrobię to on umrze. Co ja mam robić? – zapytał się przerażony.

Ja byłam jeszcze bardziej przerażona od niego. Zastanawiałam się. Jak to jest? Za każdym razem, kiedy działo się źle Janek się ze mną kontaktował. Za każdym razem pytał mnie o radę, ale nigdy mnie nie słuchał. Czy musiało tak się stać?

– Bardzo mi przykro. Bardzo ci współczuję. Nie mogę się z tobą zobaczyć, bo jestem teraz w Hiszpanii. Przylatuję dopiero za tydzień. Janek ja zrobiłam wszystko, co mogłam, aby do tego nieszczęścia nie doszło.   Teraz już nic nie mogę ci poradzić. Sam musisz podjąć decyzję.  Bądź silny. Jestem z tobą.

Kiedy się rozłączył, długo nie mogłam dojść do siebie.  Później jakiś czas się nie odzywał. Zadzwonił tylko raz i poinformował mnie, że nie zdecydował się na odłączenie syna od aparatury. Syn przeżył i zabrał go ze szpitala. Ciało fizycznie normalnie się rozwija, jest karmiony sondą, ale nie ma z nim żadnego kontaktu, nie porusza się, na nic nie reaguje, jest warzywem. Zatrudnili cało dobową pielęgniarkę i mają szpital w domu.

Później już całkiem zerwał ze mną kontakt. Dopiero niedawno dowiedziałam się przypadkowo od wspólnej znajomej, że trzy lata temu syn zmarł.

Tak straszna historia, tak smutno i ciężko, a wszystko przez tego człowieka, który tak bardzo zaangażował się w Janka życie. Jeszcze do tej pory, jak jakaś przeklęta mantra brzmią mi w uszach jego słowa:

– Co ty mówisz? To niemożliwe!   Przecież to taki dobry człowiek, taki dobry człowiek, dobry człowiek…………