Życie poza życiem. – Regres hipnotyczny.

Monika była kobietą po tzw. przejściach. Rozwód z mężem, dwójka dzieci, która poszła już na swoje i pustka, która nie wiadomo kiedy zalała jej życie. Skarżyła się na samotność, że nie umie znaleźć nikogo sensownego i jakoś ponownie poukładać sobie życie. Bardzo się stara, pracuje nad sobą, a pomimo to ciągle przyciąga do siebie mężczyzn agresywnych, a kobiety z jakiegoś powodu jej nie lubią. Ponadto ostatnio też czuje się jakoś dziwnie odizolowana od życia, tak jakby życie toczyło się własnym torem, a ona  funkcjonowała poza życiem.  Zaproponowałam jej sesję regresu hipnotycznego, aby mogła skonfrontować się ze źródłem problemu, odnaleźć to, co ją gnębi i odblokować sobie życie.

Kiedy weszła w trans zapytałam;

- Gdzie jesteś?

Poruszyła się niespokojnie, rozłożyła ręce i w takiej pozycji jakby zawisła leżąc bez ruchu. Trochę się tym zaniepokoiłam i ponowiłam pytanie. Jednak nadal nic nie odpowiedziała i pozostawała jakby nieobecna i zupełnie nie reagująca na to, co mówię.

- Wyjdź na tyle z transu, abyś mogła nawiązać ze mną kontakt i porozmawiać – poprosiłam.

W tym momencie poruszyła się i zamrugała oczami, jakby usłyszała to, co do niej mówię.

- Pływam w rzece. Jest zimno i wszystko jest bez sensu. – odpowiedziała nagle.

- Czemu wszystko jest bez sensu i czemu pływasz w rzece?

- Jestem nieżywa – odpowiedziała powoli, smutno – beznamiętnie. Popełniłam samobójstwo – utopiłam się i teraz widzę moje ciało bezwładnie płynące z nurtem rzeki.

- Dlaczego się utopiłaś? Co spowodowało, że to zrobiłaś?

- Widzę siebie. Jestem małą dziewczynką.

- Ile możesz mieć lat?

- Może jakieś 5, 6 lat. Stoję nad rzeką i bardzo płaczę. Nie widzę sensu życia. Nie wiem co robić. Tak bardzo cierpię. Chcę uciec od tego cierpienia. Więcej już tego nie wytrzymam.

- Czy to co opowiadasz działo się w Twoim teraźniejszym życiu?  Przecież nie może to być w tym życiu, bo przecież żyjesz?

- Nie to nie jest w tym życiu. Tutaj mieszkam w małej wiosce, niedużej chatce z drewna i trzciny. Jestem prosto ubrana w barchanową spódnicę do ziemi i prostą , lnianą bluzkę. Jest zima, a ja stoję tylko w tej spódnicy i w tej bluzce gołymi stopami na śniegu i lodzie nad tą rzeką. – Kiedy to powiedziała gorzko zapłakała i zaczęła tak łkać i trząść się z zimna, jakby faktycznie była w tej sytuacji.

- Jaki to jest czas, wiek i w jakich rejonach świata się znajdujesz? – zapytałam.

- To jest XVI w. Żyję na dzisiejszych terenach Polski, jakby to były tereny Podlasia. Moi rodzice żyją w strasznej nędzy. W domu ciągle brakuje jedzenia. Jestem stale głodna. Matka gania mnie do roboty. Jestem najstarsza i muszę opiekować się trójką młodszego rodzeństwa i każe mi też chodzić na robotę do „pana”, pod którego podlegamy. W domu ojciec wiecznie przepija w karczmie pieniądze. Kiedy przychodzi pijany – robi awantury, bije mamę i mnie. Ja jestem wiecznie zmęczona, upokorzona i strasznie się boję. – po tym nastała dłuższa cisza.

- Czego się boisz ?  – zapytałam.

- Boję się ojca i boję się matki. Boję się tego wszystkiego. To się nigdy nie skończy. Boję się takiego życia. Już więcej nie wytrzymam. Mama ciągle na mnie krzyczy, że się do niczego nie nadaję. …. Ja… myślę, że jestem taka najgorsza, że… przeze mnie to wszystko.

- Co jest przez ciebie?

- Przeze mnie ojciec pije, przeze mnie bije mamę…. to wszystko moja wina, gdybym umiała być inna, to tata by nie pił, nie biłby mnie i mamę, a mama by na mnie nie krzyczała.

……stoję tak nad tą rzeką, jest jeszcze ciemno, około 4 rano , zima…, nie widzę dla siebie rozwiązania, nie widzę nadziei, bardzo płaczę i wiem, że nie chcę żyć….rzucam się do rzeki, nie wiem dlaczego , ale w tym miejscu nie jest zamarznięta… dostaję się pod lód, nie mogę złapać powietrza, ale jest mi już wszystko jedno…. , ciało już jest bezwładne i dryfuje pod lodem…..nie ma już nic, nic mnie nie boli, ale jest taka straszna….beznadziejna pustka – jej głos załamuje się i znowu milknie…

- Czy to uczucie pustki, które odczuwasz teraz, podobne jest do tej pustki w twoim życiu, o którym mówiłaś mi wcześniej? – zapytałam, odczuwając jednocześnie razem z nią tą potworną, zimną, beznadziejną i jednocześnie przerażającą pustkę.

- Tak, to jest dokładnie to samo. Teraz rozumiem. Ja tak naprawdę cały czas byłam martwa w tym życiu….tak bardzo brakowało mi życia…, tak bardzo tęskniłam za życiem… 

- Czy rozumiesz, że w związku z tym, że zakończyłaś swoje życie w ten sposób, nie mogłaś w tym  życiu żyć swoim życiem? Czy pojmujesz także to, że przeniosłaś w to życie agresywność bliskich mężczyzn, ze względu na to, że twój ojciec był agresywny i ciebie bił, a mama także była wrogo nastwiona, więc kobiety w tym życiu ciebie nie lubiły?

- Tak, ja to teraz rozumiem….., jak to siedziało ….tak bardzo głęboko…., normalnie nigdy bym się do tego nie dokopała, bez szans….

Potem poprosiłam Monikę, aby odcięła się od tej przeszłości, w taki sposób, aby to doświadczenie i  te cierpienia oraz cierpienia tego życia, wiążące się z tym doświadczeniem stały się całkowicie obojętne. Kiedy się z tym uporała poprosiłam, aby zakodowała sobie pozytywne wzorce tj; miłość, pozytywne relacje z ludźmi, radość z życia i najlepsze możliwości własnego rozwoju.

Kiedy ode mnie wychodziła była w bardzo dobrym samopoczuciu i pełna nadziei na życie.

Jak to się mówi „ przypadki chodzą po ludziach”. Po dwóch latach spotkałyśmy się przypadkowo na wernisażu. Nie ukrywam – ledwo ją poznałam. Tak bardzo się zmieniła. Miała w oczach taki blask i radość, a jej postawa była taka radosna i otwarta do ludzi. No…nie była też sama.  Przy jej boku, nie odstępując ani na krok, towarzyszył jej przeuroczy mężczyzna, który wyraźnie okazywał pełną akceptację i zachwyt jej osobą.

Nie chciałam im przeszkadzać i nie podchodziłam, obserwując ich z daleka z wielką przyjemnością  ale ona mnie zauważyła i podeszła sama.

- Chciałam Pani bardzo podziękować. Od tego czasu, kiedy widziałyśmy się po raz ostatni dużo się zmieniło. Zaczęłam interesować się rozwojem duchowym. Zobaczyłam też błędy, które popełniałam wobec dzieci. Odpuściłam im, przestałam walczyć i pozwoliłam im żyć swoim życiem. Zrobiłam kurs bioenergoterapii i zaczęłam pomagać ludziom. Dużo radości sprawia mi obcowanie z ludźmi i każda iskierka nadziei, którą mogę zasiać w ich sercach, aby zbliżyć ich bardziej do życia, bo wiem jak to jest żyć poza życiem. No i tak bardzo wszystko mnie cieszy, kiedy jestem w życiu. Codzienne troski stają się takie nieistotne, istotne tylko jest samo życie. No i mam teraz Stefana ( przedstawiła mi swego partnera), który pojawił się nie wiadomo skąd. Jestem tak bardzo szczęśliwa…- ucałowała mnie i odpłynęła w kierunku towarzystwa.

A u mnie pojawiła się refleksja. Jak wielu ludzi żyje poza życiem. Nie umieją się cieszyć, wiecznie się zamartwiają, nie umieją odpuścić innym. Jak ogromny wpływ na życie ludzkie mają wcześniejsze przeżycia, te z dzieciństwa, ale jak trudne do poradzenia sobie z nimi są programy, które zakotwiczyły się w którymś z poprzednich żyć. Jak dobrze, że są takie narzędzia, jak hipnoza – westchnęłam głęboko. Jaka byłaby szansa, że ta kobieta odnalazła by się w swoim życiu, gdyby nie trafiła do mnie? Mam nadzieję, że jednak znalazło by się jakieś rozwiązanie.   Ma dobrego Opiekuna Duchowego, swego wspaniałego Anioła Stróża – pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.  

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>